Jak często każdego dnia, gdybyś miał zwerbalizować swój stan wewnętrzny, musiałbyś powiedzieć, „nie chcę być tu, gdzie jestem”?

Jak często każdego dnia, gdybyś miał zwerbalizować swój stan wewnętrzny, musiałbyś powiedzieć, „nie chcę być tu, gdzie jestem”? Co odczuwasz, kiedy nie chcesz być tam, gdzie jesteś – korek uliczny, praca, poczekalnia na lotnisku, ludzie, z którymi przebywasz?
Oczywiście prawdą jest, że z niektórych miejsc lepiej jest wyjść – i czasami tak należy zrobić. Jednak w wielu sytuacjach nie masz wyboru.
Wtedy „nie chcę tu być” jest nie tylko bezsensowne, ale także destrukcyjne.
Unieszczęśliwiasz wtedy siebie i innych- Zostało powiedziane: gdziekolwiek idziesz, tam jesteś.
Innymi słowy: jesteś tutaj. Zawsze. Czy tak trudno to zaakceptować?

Czy musisz nadawać nazwę wszystkiemu, co odbierasz przy pomocy zmysłów, każdemu doświadczeniu?

Czy musisz mieć reaktywną lubię/nie lubię relację z życiem, kiedy jesteś w prawie ciągłym konflikcie z sytuacjami i ludźmi? A może jest to tylko głęboko osadzony nawyk, który można przełamać? Nic nie musisz robić, pozwól tylko tej chwili być taką, jaka jest.

Zwyczajowe i reaktywne „nie” wzmacnia ego.
„Tak” osłabia je.
Twoja tożsamość osobowa, ego, nie jest w stanie przeżyć poddania.

„Mam tak dużo do zrobienia”. Tak, ale jaka jest jakość twojego robienia? Jadąc do pracy, rozmawiając z klientami, pracując przy komputerze, robiąc zakupy, załatwiając niezliczone sprawy, które tworzą twoje życie-na ile jesteś w pełni z tym, co robisz?
Czy robiąc jesteś ‘ stanie poddania, czy nie poddania?

Od tego właśnie zależy sukces w życiu, nie od włożonego wysiłku. Wysiłek oznacza stres i napięcie, potrzeba osiągnięcia czegoś w przyszłości lub realizacji określonego celu.
Czy potrafisz wykryć w sobie najdrobniejsze uczucie niechęci do tego, co robisz?

Ta niechęć jest zaprzeczeniem życia, a więc wynik nie może być pomyślny.

Jeżeli potrafisz je wykryć, to czy potrafisz je także odrzucić i być w pełni z tym, co robisz?

„Wykonywanie kolejno po jednej czynności”- tak mistrz określił istotę buddyzmu zen.

Wykonywać kolej no każdą czynność, znaczy być w pełni z tym, co robisz, poświęcić temu całą swoją uwagę.

Takie działanie zwiększa twoje możliwości i odbywa się w stanie poddania.

Akceptacja tego, co jeśli przenosi cię na głębszy poziom, gdzie stan twojego wnętrza, a także poczucie własnej osoby, nie zależą już od ocen umysłu – dobry, zły.
Kiedy powiesz „tak” temu, co życie przynosi, kiedy zaakceptujesz tę chwilę taką, jaka jest, poczujesz w sobie rodzaj przestrzeni, gdzie panuje głęboki spokój.

Na zewnątrz możesz nadal być szczęśliwy, kiedy świeci słońce i niezbyt szczęśliwy, kiedy pada: możesz być szczęśliwy wygrywając milion dolarów i nieszczęśliwy, kiedy stracisz cały swój majątek.
Jednak ani radość, ani smutek już nie sięgają zbyt głęboko.
Są zmarszczkami na powierzchni twojej Istoty.
Wewnętrzny spokój w tle pozostaje nieporuszony, niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz.

Owo „tak” dla tego, co jest – odkrywa wymiar głębi, który nie zależy ani od warunków zewnętrznych, ani od warunków wewnątrz, gdzie stale oscylują myśli i emocje.

E.Tolle „Cisza przemawia”

Korzystaj w pełni ze wszystkich swoich zmysłów, a będziesz żył pełnią, twoje życie będzie jak płomień; nie będzie przytępione, lecz rozpalone energią i witalnością. Nie trzymam z tymi, którzy uczą cię, jak zabijać zmysły.

Nie jestem przeciwny smakowi, ponieważ nie jestem przeciwny zmysłom.
Odczuwanie wszystkimi zmysłami oznacza bycie inteligentnym, oznacza życie pełnią.
Tak zwane religie usiłowały nas znieczulić, otępić.
One są przeciwko odczuwaniu smaku, wolałyby, aby język stracił zdolność smakowania. Tak właśnie się dzieje, kiedy jesteśmy chorzy – w gorączce język traci zdolność odczuwania smaku.
Kiedy jesteśmy zdrowi, język jest wrażliwy, pełen życia, pulsuje energią. Nie jestem przeciwny odczuwania smaku, jestem „za”. Jedz dobrze i smacznie.
To boskie odczucie.
W taki sam sposób patrz na piękno – ciesz się nim; w taki sam sposób słuchaj muzyki – niech dostarcza ci radości; w taki sam sposób dotykaj kamieni, liści, ludzi – czując ich ciepło, ich strukturę, i zachwycaj się.
Korzystaj w pełni ze wszystkich swoich zmysłów, a będziesz żył pełnią, twoje życie będzie jak płomień; nie będzie przytępione, lecz rozpalone energią i witalnością. Nie trzymam z tymi, którzy uczą cię, jak zabijać zmysły; oni są przeciwni ciału.

Natomiast jeżeli masz czasem odczucie, że potrzebujesz postu i przychodzi to w sposób naturalny, nie jako narzucona zasada, nie jako filozofia – powinieneś go stosować, nie poprzez narzuconą sobie dyscyplinę, ale jako twoją wewnętrzną potrzebę – to jest dobry znak.

Pamiętaj także o tym, że dzięki temu postowi, będziesz mógł za jakiś czas znów pozwolić sobie na ucztowanie.
Post jest jedynie sposobem, a nie celem samym w sobie, i można go stosować stosunkowo rzadko.
Zresztą, jeśli masz pełną świadomość tego, co wkładasz do ust, i jeśli to ci smakuje nigdy nie zjesz tego nazbyt dużo.

Pamiętaj, że ciało jest twoją świątynią, jest boskim darem. Jest tak piękne i delikatne, i wspaniałe, że zabijanie go byłoby aktem niewdzięczności Bogu. To właśnie Bóg obdarzył nas smakiem, sami sobie go nie stworzyliśmy. Bóg dał nam oczy i stworzył nasz świat bajeczne kolorowym. Niechaj trwa wspaniała harmonia między okiem i kolorami, harmonia między wszystkim, co zostało stworzone. Nie niszcz tego.

Słuchaj ciała. Nie jest twoim wrogiem.
Rób to, o co cię prosi, bo ma ono swoją mądrość.
Nie zakłócaj jego pracy, nie mędrkuj.

Właśnie z tego powodu nie proponuję nikomu żadnych diet, a tylko traktowanie ciała z uwagą.
Jedz w pełni świadomie, jakbyś medytował, a nigdy nie zjesz za dużo ani za mało.
Oba przypadki są ekstremalne i szkodliwe. Natura dąży do równowagi, do osiągnięcia pełnej harmonii, znajdowania się w samym środku.
Wszelkie stany ekstremalne są typowe dla neurotyków.

W związku zjedzeniem mamy dwie grupy neurotyków. Pierwsza z nich to tacy, którzy mają skłonność do obżerania się. Nie zwracają uwagi na wołanie ciała: „Stop! Nie jedz już więcej!” Jedzą nadal. To właśnie neurotycy.
Druga grupa to ci, którzy się głodzą. Ciało domaga się jedzenia, krzyczy: „Czuję straszny głód!”, a oni poszczą.
Obie grupy to neurotycy, przypadki patologiczne, które wymagają terapii, niekiedy leczenia szpitalnego. Zdrowa osoba zawsze zachowuje umiar.
Nie popada w skrajności, gdyż to powoduje napięcia i lęki. Kiedy zjesz za dużo i ciało jest przeciążone albo kiedy zjesz za mało i odczuwasz głód – pojawia się niepokój. Zdrowy człowiek dzięki własnemu wyczuciu wie, kiedy przestać. Tego nie uczą w żadnej szkole.

Gdybym powiedział ci, ile masz jeść, mogłoby to okazać się niebezpieczne, ponieważ byłoby uśrednione. Jedni są chudzi, inni grubi. Jeśli, zgodnie z ogólnymi wskazówkami, dostaną trzy chapali(Przaśny chlebek hinduski w kształcie placka (pizyp. tłum.) to niektórzy przejedzą się, a dla innych będzie to prawie tyle co nic.
Nie podaję sztywnych zasad, chciałbym obudzić waszą świadomość. Zwracaj uwagę na swoje ciało, jest ono wyjątkowe, unikalne.
Każdy ma inny rodzaj energii, inne zainteresowania. Jeden jest profesorem na uniwersytecie, jego ciało nie spala dużo energii. Nie potrzebuje on dużo jedzenia, ale musi jeść inne pokarmy niż pracownik fizyczny. Jakiś ogólny sposób żywienia dla wszystkich przyniósłby więcej szkody niż pożytku. Nie ma takiej uniwersalnej zasady.

George Bernard Shaw powiedział, że jest tylko jedna uniwersalna zasada: nie ma uniwersalnych zasad. Pamiętaj o tym – nie ma i nie może ich być, bo każdy z nas jest unikalny i nie stosują się do niego recepty innych.

Próbuję więc obudzić twoje wyczucie. Nie podaję praw, sposobów; proponuję, byś rozwijał w sobie wrażliwość. Dzisiaj możesz potrzebować więcej jedzenia niż wczoraj i nie jest to tylko kwestia różnic między tobą a innymi ludźmi. Każdy dzień różni się przecież od innego dnia. Być może przez cały dzień wypoczywałeś i nie potrzebujesz dużo zjeść. A może pracowałeś ciężko w ogrodzie i musisz zjeść więcej niż zazwyczaj? Zachowaj uwagę i słuchaj, co mówi twoje ciało. Żyj zgodnie z jego wskazówkami.
Ciało nie usiłuje niczego ci narzucać, ale także nie jest twoim niewolnikiem. Traktuj je jak przyjaciela – tak, zaprzyjaźnij się z nim. Ten, kto się obżera, i ten, kto narzuca sobie jakieś diety, mają jeden wspólny problem: obaj są głusi na sygnały ciała.

Potępianie kogoś za to, że je to, co mu smakuje, nie ma sensu. Jeśli język nie odczuwa przyjemności smakowania – to po co w ogóle jeść?
Jeśli patrzenie na piękne rzeczy byłoby grzechem dla oczu, to po co w ogóle patrzeć? Jeśli słuchanie miałoby być grzechem dla uszu, to dlaczego mielibyśmy słyszeć?
Nie zostałyby nam żadne doznania – nic tylko palnąć sobie w łeb!
We wszystko, co robisz, zaangażowane są twoje zmysły. Dzięki nim możesz czuć się połączony z życiem. Kiedy jesz coś z apetytem, Bóg w tobie czuje się zadowolony, a Bóg ukryty w tym, co jesz, ma poczucie, że go szanujesz.

Ale każdy znany ci mahatma (w sanskrycie mahatman oznacza „wielkoduszny”, „mądry”; przydomek Gandhiego, duchowego przywódcy hinduskiego ruchu wolnościowego (przyp. tłum.), każdy tak zwany guru uczył, jak macie sami siebie torturować.
W imię religii nauczał masochizmu: „Umartwiaj się. Im bardziej będziesz się umartwiać, rym więcej łask zdobędziesz u Boga.
Cierpienie uszlachetnia. Jeśli jesteś szczęśliwy, to popełniasz grzech. Szczęście jest grzechem, nieszczęście – cnotą”.
Oto cała ich logika.

Nie widzę w tym żadnego sensu.

Jest to absurd, czysta głupota.
Bóg jest szczęśliwy, jeśli więc chcesz się do niego zbliżyć, powinieneś przestroić się na bycie szczęśliwym, tak jak On. To jest właśnie sedno mojego nauczania: bądź szczęśliwy, tak jak Bóg, bo kiedy czujesz szczęście, dotrzymujesz kroku Bogu; kiedy jesteś nieszczęśliwy, zostajesz w tyle.
Niezadowoleni nie mogą być ludźmi religijnymi.

Na pytanie, co jest grzechem, jest tylko jedna odpowiedź: popełniasz grzech wtedy, gdy się umartwiasz. Odczuwając pełnię szczęścia, stajemy się świętymi. Niech twoja religia naucza, jak śpiewać i tańczyć, i czerpać radość z życia. Niech będzie religią pozytywną, mówiącą „tak” szczęściu, radości, poczuciu błogosławieństwa.

Odrzuć te odwieczne bzdury – one wykrzywiły całe poprzednie pokolenia, sprawiły, że ludzie czuli się brzydcy, niezadowoleni, nędzni.

Tamta filozofia jest wyznawana przez jednostki patologiczne, tych którzy chcą torturować samych siebie; daje im ona usprawiedliwienie.

Umartwianie samego siebie czy też torturowanie innych jest tak samo chore.

Ktoś, kto ma osobowość jak Adolf Hitler, torturuje innych; ktoś inny jest jak Mahatma Gandhi i torturuje samego siebie. Obaj jadą na tym samym wózku, chociaż odwróceni do siebie plecami.
Adolf Hitler czerpie radość z torturowania innych, Mahatma Gandhi z torturowania siebie – ale w obu przypadkach mamy do czynienia z przemocą.
Obaj czerpią zadowolenie z torturowania.

Darzymy szacunkiem osoby, które się umartwiają, ale czy to nie dlatego, że nie rozumiemy, co naprawdę się za tym kryje?
Adolf Hitler jest potępiony przez cały świat, ale Mahatma Gandhi jest uwielbiany przez cały świat. A ja nie mogę przestać się dziwić: jak to możliwe? Przecież oba przypadki są podobne.
Gandhi mówi: „Nie jedz niczego, co ci smakuje.
Delektowanie się smakiem nie jest dozwolone. Jedzenie ma być obowiązkiem, a nie przyjemnością. Jesz tylko po to, aby przeżyć”. Przyjemność jedzenia jest odrzucona, sprowadzona do roli obowiązku. „Nie jedz dla przyjemności.”
W taki sposób jedzą zwierzęta – właśnie po to jedynie, aby przetrwać. Chyba nie widzieliście nigdy, żeby zwierzę delektowało się jedzeniem? Nie urządzają też sobie przyjęć, zabaw, nie tańczą i nie śpiewają. Jedynie człowiek potrafi świętować, ucztować.
W innych sprawach Gandhi wypowiada się podobnie: „Uprawiajcie miłość jedynie w celu poczęcia dziecka. Niech miłość pełni jedynie funkcję prokreacji.
Jedz, aby przetrwać, kochaj się aby przedłużyć gatunek ludzki. Nie traktuj miłości jako przyjemności”. Tak przecież robią zwierzęta.
Czy widzieliście psa w trakcie zapładniania suczki? Widzieliście, jak bardzo się męczy? Jest to dla niego czysty obowiązek. Zmusza go do tego biologiczna potrzeba. A kiedy skończy – natychmiast odchodzi i zapomina.
Skończone, praca wykonana!

Jedynie człowiek traktuje akt miłosny jako coś radosnego.
Stawia to nas ponad zwierzętami – kochamy się, aby
czerpać z tego przyjemność, bo inspiruje to nas do pisania wierszy, zachwycania się muzyką, odczuwania piękna.
To właśnie dlatego uważam, że pigułka antykoncepcyjna stała się jednym z najbardziej rewolucyjnych wynalazków -zmieniła podejście do spraw miłości.
Dzięki pigułce można kochać się po prostu dla przyjemności.

Nie dlatego, że zmusza nas do tego potrzeba biologiczna i nie tylko wtedy, kiedy chcemy spłodzić potomstwo.
Miłość i seks są obecnie rozdzielone. Pigułka spowodowała rewolucję: seks to seks, a miłość to miłość.
Seks to biologia; miłość to muzyka dwóch dotykających się ciał, pochłoniętych sobą, zatraconych w sobie nawzajem, wchodzących w całkowicie nowy wymiar harmonii, rytmu… przeżywających orgazm.

Żadnych obaw, że zajdzie się w ciążę, ruchów czysto biologicznych, nic w tym rodzaju.
Akt połączenia ciał stał się piękny sam w sobie, nie musi być pożyteczny, nie musi czemuś służyć.
To podstawowa różnica. Praca musi być środkiem prowadzącym do jakiegoś celu.
Zabawa jest jednocześnie i celem, i sposobem osiągnięcia tego celu.

– Jedz ze smakiem -jesteś człowiekiem, istotą wyższą.
– Kochaj się, bo sprawia ci to radość.
– Słuchaj dla samej przyjemności słuchania, a uwolnisz się od ograniczających cię instynktów.

Nie jestem przeciwnikiem szczęścia; jestem jego zwolennikiem, hedonistą i mam wrażenie, że wszyscy wielcy, uduchowieni ludzie na całym świecie byli i są hedonistami.
Jeśli nie byli, to znaczy, że ich duchowość była udawana – a oni sami to po prostu psychopaci.

Szczęście jest podstawowym celem, źródłem, sednem wszystkiego.
Na miliony różnych sposobów Bóg doszukuje się szczęścia w tobie.
Pokaż, jak dużo jest go w tobie, i pozwól na jeszcze więcej.
Wtedy staniesz się religijny, a świątynie zamienią się w miejsca, gdzie się świętuje, kościoły przestaną być smutne i ponure, zimne jak grobowce. Będzie w nich śmiech, będą pieśni i tańce,
i radość.

Wszystko, co czyni nas szczęśliwymi, jest dobrem, a to, co czyni nas smutnymi, jest grzechem.
Esencja religii zawiera się w odczuwaniu radości. Oto właściwe kryterium.
Nie przedstawiam żadnych sztywnych zasad, bo wiem, jak działa umysł człowieka. Kiedy dostanie wskazówki, co robić, wprowadza je w życie, zapominając o świadomości. Toteż żadnych sztywnych zasad – stosując się do nich, nie będziesz się rozwijać.

Posłuchajcie kilku anegdot:
Benny wraca do domu i zastaje w kuchni mnóstwo potłuczonych naczyń.
– Co się stało? -pyta żonę.
– Chyba coś jest źle napisane w tej książce kucharskiej – wyjaśnia żona. – Mówią, że do odmierzania składników najlepiej używać starego kubka bez ucha, ale zanim udało mi się utrącić ucho jakiegoś kubka, potłukłam jedenaście.

Jeżeli książka kucharska tak mówi – trzeba wykonać. Ludzki umysł jest głupi – pamiętajcie. Jeśli podać mu zasady, będzie się ich trzymał.
Mafiosi mieli przyjść na spotkanie do szefa. A co szef powiedział, było święte. Zadzwonił dzwonek, służący podszedł do drzwi, uchylił je i rozpoznawszy gościa, wpuścił go do środka.
– Zostaw parasol przy drzwiach – poinstruował.
– Ale ja nie mam parasola – odparł gość.
– To wracaj po niego do domu. Szef powiedział, że każdy musi zostawić parasol przy drzwiach. Jeśli nie, to mam nie wpuszczać.

Mus to mus.
Po desperackim pościgu policjanci już mieli schwytać złodziei, którzy obrabowali bank, gdy nagle kierowca samochodu policyjnego skręcił do najbliższej stacji benzynowej i zadzwonił do swojego szefa.
– Złapaliście ich? – zapytał szef.
– Mieli farta – odpowiedział policjant. – Już prawie ich dopadliśmy, ale nagle zauważyłem, że przejechałem kolejne dziesięć tysięcy kilometrów, więc musiałem podjechać do stacji, żeby zmienić olej.

Co robić? Olej musi być wymieniany co dziesięć tysięcy kilometrów, a właśnie tyle przejechał. Najpierw trzeba zmienić olej.

Nigdy nie udzielam konkretnych rad, bo wiem, jak głupi potrafi być umysł.
Chcę żebyś poczuł, jaki kierunek jest dla ciebie właściwy. Bądź uważny i żyj świadomie.

Ja chcę jedynie zachęcić cię, byś poczuł smak bycia świadomym. To zmieni całe twoje życie. Nie chodzi o to, żeby coś ci narzucać, ale o to, by rozświetlić cię od środka.

Osho : Równowaga ciała i umysłu

Mądrości Anthony de Mello

zksiążki „przebudzenie”
* Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania. Zresztą, jest to broń obosieczna, nikt też nie akceptuje ciebie. Dopóki ludzie się nie obudzą, po prostu akceptują lub odrzucają posiadane przez siebie wyobrażenie o tobie. Stworzyli sobie twój wizerunek i albo go odrzucają, albo akceptują.
* […] w rzeczywistości nie mamy gdzie iść, bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy. Japończycy bardzo ładnie dają temu wyraz w powiedzeniu: „W dniu, w którym zaniechasz podróży, dotrzesz do celu”.
* Tak naprawdę mogę kochać ludzi tylko wtedy, gdy oczyściłem z nich swoje życie.
* Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy.
* „Rób swoje i bądź sobą, to jest w porządku”.
* Często powtarzam, że na to, by żyć naprawdę, trzeba najpierw umrzeć. Najpierw należy wyobrazić sobie siebie w grobie, by uzyskać przepustkę do życia. […] A więc wyobraź sobie, że umarłeś i leżysz martwy. A teraz spójrz na swoje problemy z tej perspektywy. Czyż wszystko nie ulega zmianie?
* Pewien guru usiłował wyjaśnić jakiemuś audytorium, że ludzie silniej niż na rzeczywistość reagują na słowa.
Żyją wręcz słowami, żywią się nimi. Jakiś mężczyzna wstał i zaprotestował:
– Nie zgadzam się z tym, że słowa wywierają na nas aż taki wielki wpływ. – Na co guru odparł:
– Siadaj, skurwysynie! – Zsiniały ze złości mężczyzna wykrzyknął:
– I to pan nazywa siebie osobą oświeconą, guru, mistrzem, powinien pan się wstydzić! – Na co guru odparł:
– Proszę mi wybaczyć, sir. Poniosło mnie. Naprawdę, proszę o wybaczenie. To nie było zamierzone. Przepraszam. – Mężczyzna w końcu się uspokoił. Wówczas guru powiedział:
– Wystarczyły dwa słowa, aby wywołać w panu burzę i kilka słów, by pana uspokoić. Prawda?
* Szczęście nie da się zdefiniować, opisać można jedynie nieszczęście. Przestań być nieszczęśliwy, to zrozumiesz. Miłości nie można zdefiniować, brak miłości można. Kiedy pozbędziesz się braku miłości – zrozumiesz.
* Rozpadające się iluzje boleśnie ranią.
* Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są.
* Mówienie ludziom „nie” jest wspaniałą rzeczą, jest to część przebudzenia. I zrozum, to nie jest egoizm. Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje się najwłaściwsze. To jest egoizm. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem.
* Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo – nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe – ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością.
* Życie jest bankietem. Tragedią tego świata jest, że większość umiera na nim z głodu.
* Noszę się z zamiarem napisania książki, której tytuł brzmiałby: „Ja jestem osłem i ty jesteś osłem”. Otwarte przyznanie się do bycia osłem, to największe wyzwolenie, coś najpiękniejszego na świecie. Jakże jest to cudowne. Kiedy ktoś by mi powiedział: „Nie masz racji”, ja mu odpowiem: „A czego się spodziewałeś po ośle?”
* Czasem ludzie chcą naśladować Chrystusa, ale kiedy małpa gra na saksofonie, nie oznacza to, że stała się muzykiem. Nie możecie naśladować Chrystusa przez powtarzanie jego zewnętrznych zachowań. Trzeba stać się Chrystusem. […] Zewnętrzne naśladownictwo wiedzie donikąd.
* Nigdy nie będziecie lepsi niż wtedy, gdy nie wiecie, jak jesteście dobrzy.
* Ideały wyrządzają dużo zła. Cały czas poświęcasz na koncentrowaniu się na tym, co być powinno, a nie na tym, jak jest.
* Ilekroć żywisz wobec kogoś negatywne uczucia, żyjesz iluzją. Coś jest z tobą nie tak. Nie widzisz tego, co rzeczywiste. Coś wewnątrz ciebie musi ulec zmianie.
* Jeśli myślisz, że nie mając Boga, nie będziesz szczęśliwy, to ten bóg, którego masz na myśli nie ma nic wspólnego z prawdziwym Bogiem
* Ktoś powiedział kiedyś: „Nie śmiem przestać myśleć, bo gdybym to zrobił, nie wiedziałbym później, jak znowu zacząć.”
* Może wydawać się dziwne także i to, że ludzie bywają bardzo surowi wobec innych, a jednak są pełni miłości. Chirurg może być wobec swego pacjenta nad wyraz bezlitosny, a jednak wykonywać swe zabiegi z miłości. Miłość bywa doprawdy bezlitosna.
* Cieszę się bez potrzeby zawłaszczania tego, co sprawia mi radość.


* Ciekaw jestem, jakie to korzyści mamy z lądowania człowieka na Księżycu, jeśli my sami nie potrafimy żyć tu, na tej ziemi?

* – Wściekasz się, tym gorzej dla ciebie. Nie mam najmniejszej ochoty cię ratować i odmawiam ci swego poczucia winy. – Nie zamierzam nienawidzić siebie za to, co zrobiłem, cokolwiek by to nie było.
* Nie można uczynić niewolnikiem człowieka wolnego, gdyż człowiek wolny pozostaje wolny nawet w więzieniu.
* Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić udzielając komuś pomocy, jest zapomnieć o sobie.
* Kiedy zaczniesz patrzeć na świat przez pryzmat ideologii, jesteś skończony. Żadna rzeczywistość nie wpasuje się w żadną ideologię. Życie jest bogatsze.
* Pamiętaj jednak: być otwartym nie oznacza bynajmniej, byś był naiwny; nie jest równoznaczne z połykaniem wszystkiego, co mówią do ciebie.
* Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć.
W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie ma powrotu do zdrowia.

* Piękno czynu nie polega na tym, że stał się on nawykiem, ale na jego wrażliwości, świadomości, jasności postrzegania i celowości reakcji.
* Ilu ludzie spędza życie żywiąc się nie strawą, ale samym menu. Menu jest tylko wskaźnikiem czegoś, co można dostać. Chcemy zjeść stek, a nie słowa.
* Ludzkie – to znaczy, że trzeba być trochę małą małpką, aby każdy mógł pociągnąć cię za ogon, a ty zrobisz to, co robić powinieneś.
* Ludzie osiągają dobre samopoczucie dzięki złemu samopoczuciu innych, poprzez pokonywanie ich. Czyż nie jest to obrzydliwe? Ale dla domu wariatów jakże znamienne!
* Każda nowa idea, każda wielka idea na samym początku wyznawana była przez jedną jedyną osobę. Przez najmniejszą z mniejszości.

Spraw, aby twój wibracyjny wzorzec zmienił się, nie tup nogami, tylko dlatego że nie widzisz natychmiastowych fizycznych efektów.

Tak wiele osób porzuca celowe szukanie tego co dobre ponieważ nie dostrzegają natychmiastowej manifestacji, ale ty musisz zrozumieć, że z każdą minutą, z każdą godziną kiedy wybierasz celowo szczęśliwe myśli sprawiasz, iż Twój wibracyjny wzorzec zmienia się.
Nie tup nogami, tylko dlatego że nie widzisz natychmiastowych fizycznych efektów.

Część z was mogłaby teraz powiedzieć:

„Tak?? Natychmiastowej?? Ja już nie mówię o natychmiastowej, ale już nawet nie sięgam pamięcią jak dawno tego chciałem i nadal nie mam, jak tu się nie wkurzać, co ty mi za kity wciskasz?”

A ja odpowiem na to:

„ Tak?? A jak długo kontynuowałeś skupianie się na doszukiwaniu kolejnych to dobrych aspektów? Nie rozumiesz, że jesteś w takiej sytuacji bo taki jest twój AKTUALNY wzorzec wibracyjny.
Nie rozumiesz że kiedy utrzymujesz szczęśliwe myśl, które sprawiają, iż czujesz się dobrze myśląc bądź mówiąc o danym temacie, pozwalasz sobie, aby twój wibracyjny wzorzec jaki dominuje w każdym temacie, zmienił się?

Uczyń z każdej sytuacji, coś fascynującego, coś czym można się zachwycić, udowodniłam Ci że nie musisz dostać złotego jajka, aby wzbudzić w sobie pozytywne odczucia! Żadnych wymówek, kieruj swoją uwagą!

Bądź pozytywnym wariatem :) Powtórzę raz jeszcze włącz sobie filtr w głowie „ Od teraz poszukuje i dostrzegam tylko pozytywne aspekty, nic innego nie ma dla mnie znaczenia”

Powiedz sobie: Kocham życie, życie z założenia ma być dla mnie dobre, wszystko z czym mam styczność pozwala mi określić moje pragnienia, a gdy tylko podążę za nimi swoją uwagą, swoimi szczęśliwymi myślami doświadczę ich.

Poszukiwanie Pozytywnych aspektów zawsze prowadzi do udoskonalonej przyszłości.

Manifestacja twoich pragnień to nic innego jak fizyczny dowód na to że z harmonizowałeś swoją wibrację z wibracją twojego pragnienia

Urywek z rewelacyjnego szkolenia jakim jest…….. JAK DOŚWIADCZYĆ FIZYCZNEJ MANIFESTACJI SWOICH PRAGNIEŃ! :-)
Warto rozpocząć tą przygodę wraz ze mną, bo kiedy ukończysz szkolenie zdasz sobie sprawę, jak inne, często pełne szarpanin mogło być twoje życie, gdybyś jednak nie zdecydował się na ten krok….. Czekam więc na współpracę z tobą!

______________________________________________________
Elżbieta Maszke – prowadząca blog
Baczna obserwatorka życia, ciesząca się każdą chwilą, wyciągająca wnioski ze swoich poczynań.
Wciąż udoskonalająca swoje życie, pragnąca rozwoju
i intensywności doświadczeń.
Autorka 2 książek tj. Odwieczne Prawa Życia oraz Weź się w garść
Autorka kilku szkoleń on-line cieszących się dużym uznaniem :-)
______________________________________________________

Jeśli mamy w sobie jakiś głęboko ukryty wzorzec, musimy uświa­domić sobie jego istnienie, aby móc uzdrowić tworzoną przezeń sytuację.

Świadomość jest pierwszym krokiem w procesie uzdrawiania lub zmiany

Jeśli mamy w sobie jakiś głęboko ukryty wzorzec, musimy uświa­domić sobie jego istnienie, aby móc uzdrowić tworzoną przezeń sytuację.
Być może zaczniemy o niej wspominać, narzekać na nią lub dostrzegać ją u innych ludzi.
W jakiś sposób wypływa ona na po­wierzchnię naszego zainteresowania i zaczynamy się do niej ustosun­kowywać.

Natrafiamy wówczas często na jakiegoś nauczyciela, przy­jaciela, kursy, grupę warsztatową lub książkę, coś, co zaczyna nam otwierać oczy na nowe sposoby rozwiązywania naszego problemu.
Moje przebudzenie nastąpiło wskutek przypadkowej informacji zasłyszanej od jednego z przyjaciół, któremu powiedziano o pewnym spotkaniu. Sam ów przyjaciel nie poszedł na nie, mnie zaś coś podkusiło i poszłam.
To małe spotkanie było pierwszym krokiem na mojej drodze rozwoju. Wagę tego wydarzenia doceniłam dopiero po pewnym czasie.
Często naszą reakcją na ten pierwszy krok jest uznanie nowej drogi za coś głupiego i bezsensownego. Być może wydaje się ona zbyt łatwa lub nie do zaakceptowania przez nasz umysł. Nie chcemy jej przyjąć. Nasz opór okazuje się bardzo silny. Możemy nawet odczu­wać złość na samą myśl o zrobieniu tego.
Jest to bardzo dobra reakcja, jeżeli zrozumiemy, że stanowi pierw­szy krok w procesie uzdrawiania.

Mówię ludziom, iż każda ich reakcja, jaką sobie uświadamiają, świadczy o tym, że proces uzdrowienia już się rozpoczął, chociaż całkowite uzdrowienie jeszcze nie zostało osiągnięte. Prawdą jest, że proces ten rozpoczyna się z chwilą, gdy zaczynamy myśleć o doko­naniu zmiany.

Niecierpliwość jest tylko jedną z form oporu. Oporu przeciw ucze­niu się i zmianom. Gdy żądamy, aby zmiany dokonały się już teraz, od razu, i oczekujemy rezultatów natychmiastowych, wtedy nie da­jemy sobie czasu na przerobienie lekcji związanej z problemem, jaki stworzyliśmy.
Jeśli chcecie przenieść się do drugiego pokoju, musicie wstać i pójść krok po kroku w jego kierunku. Siedzenie w fotelu i żądanie znalezienia się w drugim pokoju jest nie do zrealizowania. To zupeł­nie to samo. Wszyscy pragniemy pozbyć się problemów, ale nie chcemy wykonać tych małych czynności, dających w sumie rozwią­zanie.

Teraz nadeszła pora na uznanie naszej odpowiedzialności za stworzenie danych sytuacji lub okoliczności. Nie mówię o poczuciu winy ani nie sugeruję, że jesteś „kimś złym” dlatego, że jesteś taki, jaki jesteś.
Mówię o uznaniu „mocy wewnątrz nas”, mocy która przekształca każdą naszą myśl w doświadczenie.

W przeszłości używaliśmy tej mocy bezwiednie, by tworzyć rzeczy, których nie chcieliśmy doświadczać. Nie byliśmy świadomi tego, co robiliśmy. Teraz, uznając naszą odpowiedzialność, staliśmy się świadomi
i uczymy się świadomie używać jej w pozytywny sposób, z pożyt­kiem dla siebie.

Często proponując pacjentowi jakieś rozwiązanie – nowy spo­sób podejścia do jakiejś sprawy lub wybaczenie komuś, kogo ta sprawa dotyczy — widzę zaciśnięte szczęki i ramiona kurczowo oplatające klatkę piersiową. Może nawet dłonie zaciśnięte w pię­ści. Opór od razu rzuca się w oczy i wiem, że dotknęliśmy samego sedna sprawy.
Wszyscy mamy lekcje do odrobienia. Sprawy, które są dla nas bardzo trudne, to tylko lekcje, które sami sobie wybraliśmy. Jeśli coś jest dla nas łatwe, nie są to lekcje, lecz sprawy, które już znamy.

Lekcje powinno się odrabiać świadomie

Jeśli myślisz o jakiejś sprawie, która jest dla ciebie najtrudniejsza do przeprowadzenia, i widzisz, jak duży jest w tobie opór przeciw temu, wtedy masz przed sobą najważniejszą lekcję do przerobienia
w danej chwili.

Poddanie się, zrezygnowanie z oporu i wewnętrzna zgoda na nauczenie się tej lekcji uczynią następny krok łatwiejszym. Nie pozwól, aby twój opór powstrzymał cię od dokonywania zmian. Możemy pracować na dwóch poziomach:

1) Przyglądać się swojemu oporowi i

2) Kontynuować zmiany sposobu myślenia.

Obserwujcie siebie, dostrzegajcie swój opór i idźcie dalej pomimo niego.

Reakcje pozawerbalne:

Nasze zachowania często ukazują nasz opór. Na przykład: Zmieniamy temat.
Wychodzimy z pokoju. Wychodzimy do łazienki. Spóźniamy się. Rozchorowujemy się. Ociągamy się przez: Robienie czegoś innego. Wynajdywanie innych pilnych zajęć. Tracenie czasu. Rozglądamy się lub wyglądamy przez okno. Przerzucamy kartki magazynu ilustrowanego. Odmawiamy skupienia uwagi. Jemy, pijemy lub palimy. Zawieramy lub kończymy znajomości. Powodujemy psucie się samochodów, przyrządów, instalacji etc..

Założenia:

Często w celu usprawiedliwienia naszego oporu z góry zakładamy pewne rzeczy lub wyobrażamy sobie negatywne zachowanie się innych osób. Oświadczamy:
To i tak na nic się nie przyda.
Mój mąż / żona nie zrozumie tego. Musiałbym zmienić całą swoją osobowość. Tylko wariaci chodzą do terapeutów.
Oni nie pomogą mi w moim problemie. Oni nie dadzą sobie rady z moją złością. Mój przypadek jest inny.
Nie chcę sprawiać im kłopotów. Samo się jakoś rozwiąże.
Nikt tego nie robi.

Przekonania:
Dorastamy z przekonaniami, które stają się przeszkodą w dokony­waniu zmian. Oto niektóre z tych ograniczających poglądów:
Tego jeszcze nie było.
To nie uchodzi.
Nic wypada mi tego robić.
To byłoby zbyt przyziemne.
Ludzie o duchowej głębi nie złoszczą się.
Mężczyźni / kobiety po prostu tego nie robią.
W mojej rodzinie nigdy tego nie było.
Miłość nie jest dla mnie.
To po prostu głupie.
To zbyt duża odległość do przejechania. To wymaga zbyt wiele pracy.
To jest zbyt drogie.
To zabierze mi zbyt dużo czasu. Nie wierzę w to.
Nie jestem osobą tego pokroju.
To oni

Przypisując naszą władzę innym, wyobrażamy sobie, że to oni są przyczyną naszej niechęci do zmian: Mamy takie oto wyobra­żenia:
Bóg nie zaaprobuje tego.
Czekam, aż gwiazdy mi powiedzą, że tak jest w porządku.
To nie jest właściwe otoczenie.
Oni nie dadzą mi się zmienić.
Nie mam właściwego nauczyciela / książki / szkoły / narzędzi.
Mój lekarz nie zachęca mnie do tego.
Pracuję i nie mam dość wolnego czasu.
Nie chcę poddawać się czyimś magicznym zabiegom.
To wszystko ich wina.
To oni muszą się zmienić pierwsi.
Jak tylko dostanę , zrobię to. Ty / oni nie rozumiesz / nie rozumieją.
Nie chcę ich zranić.
To niezgodne z moim wychowaniem, przekonaniami religijny­mi, filozofią.


Wyobrażenia o samym sobie:

Poglądy o nas samych stają się również ograniczeniami lub utrud­nieniami w zmienianiu się.
Jesteśmy więc:
Za starzy.
Za młodzi.
Za grubi.
Za chudzi.
Za niscy.
Za wysocy.
Za leniwi.
Za silni.
Za słabi.
Za głupi.
Za sprytni.
Za biedni.
Zbyt bezwartościowi. Zbyt lekkomyślni. Za poważni.
Zbyt zahamowani.
Być może tego już po prostu za wiele.


Taktyka polegająca na odwlekaniu:

Nasz opór często wyraża się taktyką odkładania na później.
Używamy takich wymówek:
Zrobię to później.
Nie mogę teraz myśleć. Akurat teraz nie mam czasu.
To zbytnio odciągnęłoby mnie od mojej pracy.
Tak, to dobry pomysł.
Wezmę go pod uwagę innym razem.
Mam zbyt wiele innych spraw na głowie.
Pomyślę o tym jutro.
Jak tylko się uporam z…
Jak tylko wrócę z podróży.
To nie jest właściwa pora.
Jest na to za wcześnie / za późno.

Zaprzeczanie:
Ta forma oporu wyrażona jest wypieraniem się potrzeby dokonania jakiejkolwiek zmiany.
Na przykład:
Nic złego się nie dzieje.
Nic na to nie poradzę.
Ostatnim razem zachowałem się właściwie.
Jaki pożytek przyniesie mi ta zmiana?
Jeśli to zignoruję, może problem sam się rozwiąże.
Obawa

Najważniejszą przyczyną oporu jest lęk – lęk przed nieznanym:
Posłuchajcie tylko:
Nie jestem jeszcze gotów.
Może mi się nie udać.
Mogliby mnie odrzucić.
Co pomyśleliby sąsiedzi.
Nie chcę dotykać tych nieprzyjemnych spraw.
Boję się o tym powiedzieć mojemu mężowi / żonie.
Nie wiem o tym wystarczająco dużo.
Mogłoby mnie to zranić.
To może mnie zbyt dużo kosztować.
Prędzej umrę niż…, lub – szybciej się rozwiodę niż…
Nie chcę, by ktokolwiek wiedział o moim problemie.
Obawiam się wyrazić moje uczucia.
Nie chcę o tym mówić.
Nie mam wystarczająco dużo siły.
Kto wie, jak to się może skończyć.
Mógłbym stracić swoją wolność.
To zbyt trudne do zrobienia.
Nie mam teraz wystarczająco dużo pieniędzy.
Mogłoby to zwichnąć mój kręgosłup.
I tak nie byłbym doskonały.
Mógłbym stracić przyjaciół.
Nie wierzę nikomu.
To mogłoby przynieść uszczerbek mojemu wizerunkowi.
Nie jestem dość dobry.

Tę listę można jeszcze ciągnąć dalej i dalej. Czy znajdujesz na niej także twoje własne sposoby stawiania oporu zmianom?

Louise L. Hay -Możesz uzdrowić swoje życie