Od jakiegoś roku czas jakby przyspieszył i co z tego??

Witaj mój Drogi czytelniku!

Od jakiegoś roku, czas jakby przyspieszył. Dni mijają coraz szybciej, niedawno był sylwester, a teraz lada dzień doświadczymy pierwszego dnia wiosny, wszystko przychodzi i przemija w mgnieniu oka.

Często nie mamy nawet czasu zastanowić się czy życie jakie prowadzimy jest prawdziwym życiem, które daje nam wewnętrzne zadowolenie, radość, szczęście, poczucie dobrze wykorzystanego czasu czy tylko substytutem życia, zwanym przeze mnie wegetacją, gdzie nie czujemy pełni życia, ale godzimy się na to ponieważ tak jest łatwiej.

Co jednak gdybyś wiedział, że istnieje inne życie gdzie wszystko jest przyjemne, że każdy dzień jest wyjątkowy, jest na wyciągnięcie Twojej ręki??

Nawet ta mała na pozór decyzja leży w Twoich rękach, jednak często tak bardzo przyzwyczajony jesteś do pozostawania w jednym punkcie życia, że nie mieści ci się w głowie, iż inne doświadczenia lepsze, wspanialsze, są tak blisko.

Nie musisz uczyć się w życiu wszystkich zasad, tylko tych najważniejszych, najbardziej potrzebnych.
No sam powiedz wolisz iść okrężną drogą czy na skróty??

Ja takie skróty proponuję ci na 4 dniowym szkoleniu on-line – 4 kroki do manifestacji.

Nauczę cię jak przyciągnąć ulepszoną wersję KAŻDEJ DZIEDZINY Twojego życia. Nauczę cię jak świadomie tworzyć myśli, tak aby wywoływały w Tobie uczucia, na które odpowie prawo przyciągania manifestując odpowiednie okoliczności potrzebne do osiągnięcia tego czego będziesz chciał.

Każdy aspekt, którego nie posiadasz aktualnie w swoim doświadczeniu, po wykonaniu i stosowaniu 4 kroków do manifestacji, będzie coraz bardziej do ciebie przyciągany, aż w końcu pojawi się w Twoim życiu i będziesz się mógł nim cieszyć tak długo jak tylko będziesz chciał, wiedząc że w każdej chwili możesz go jeszcze bardziej udoskonalić posługując się świadomie prawem przyciągania.

Bo marzenia są na wyciągnięcie ręki….., 5 osobowa grupa szczęśliwców dowie się JAK przyciągnąć WSZYSTKO to co będą chcieli, KLIKNIJ NA TEN LINK I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

______________________________________________________
Elżbieta Wolna (Maszke) – prowadząca blog
Baczna obserwatorka życia, ciesząca się każdą chwilą, wyciągająca wnioski ze swoich poczynań.
Wciąż udoskonalająca swoje życie, pragnąca rozwoju
i intensywności doświadczeń.

autorkakilku szkoleń on-line cieszących się dużym uznaniem :-)
______________________________________________________

Prawo przyciągania zaprzecza życiu TU I TERAZ – nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie!!

Rozmowa jaka potoczyła się w komentarzach pod wpisem https://www.maszke.pl/2011/01/kontrola-nad-swoim-zyciem-wybieranie-pozytywnych-mysli/ tknęła mnie również do przyłączenia się do dyskusji.
Poniżej przytoczę wam wypowiedź Kasi, która poruszyła temat oraz moją odpowiedź na to – dobry temat na artykuł, więc od razu się dzielę się tym z wami, dając możliwość spojrzenia na jeden temat z kilku stron :-)

P.S chcąc przeczytać wszystkie komentarze zajrzyjcie do wpisu, klikając w link powyżej

Kasia

Jedno jest pewne – nie mamy się skupiać na przeszłości. Zauważ jednak, że prawo przyciągania każe się skupiać na przyszłości, która też nie istnieje. Prawo przyciągania jest sprzeczne z większością tradycji religijnych, które przecież podkreślają to, że TERAZ jest moment, w którym żyjemy. Tylko TU i TERAZ. Owszem, nie istnieje jedna droga, ale są drogi, które ewidentnie prowadzą w ślepy zaułek i taką ślepą ścieżką jest dla mnie prawo przyciągania. Przepraszam, wybacz mi proszę , dziękuję, kocham.

Kasia komentarz nr 2

Prawo przyciągania jest skierowane na wzmacnianie ego, bo sukces czy kontrola przyszłości to artefakty, których pragnie ego. Porównaj: “szukajcie najpierw Królestwa, a wszystko inne będzie wam dodane” i “Królestwo jest wśród was”. Jak można być szczęśliwym, wcale nie żyjąc? Żyć można przecież tylko w chwili teraźniejszej. Myśląc bezustannie o przyszłości, zamykamy się na życie.

ELŻBIETA MASZKE

Witaj Kasiu,
Każdy żyje według własnych zasad – wiadomo. Nie wiem jednak skąd u ciebie wzięło się przekonanie, iż prawo przyciągania jest drogą która prowadzi w ślepy zaułek.
Mówisz o ego, o zamykaniu się na życie, a nie ma to tak naprawdę nic wspólnego z prawem przyciągania.

Negując prawo przyciągania, to tak jakbyś negowała swe własne istnienie. Czy wchodziłaś głębiej w temat przyciągania odpowiadających sobie wibracyjnych odpowiedników?? Czy zastanawiałaś się, pełnią swojej świadomości czym tak naprawdę jest prawo przyciągania, oprócz szumu jakiego tworzą wokół tematu różni dziwni ludzie posiadające teorie wyjęte nie wiadomo skąd?

Jesteś energią, JESTEŚ ENERGIĄ, żyjącą w większym polu energetycznym – w inteligentnym polu energii, o którym mówią – boska inteligencja, inteligentna substancja, świadomy umysł, Bóg, czysta energia, kwantowy hologram, uniwersalny umysł i wiele innych nazw zależnych od własnych przekonań.
JEDNAK WCIĄŻ TO TA SAMA ENERGIA.

PRAWO PRZYCIĄGANIA jest wynikiem DZIAŁANIA tego właśnie cudownego pola energetycznego.
To nie jest coś odrębnego, to nie jest ciocia z Ameryki która przywozi bądź nie prezenty dla nas, to CUDOWNA ODPOWIEDZ INTELIGENTNEGO UMYSŁU, na naszą ENERGIĘ jaką oferujemy.

W Twoim mniemaniu prawo przyciągania zaprzecza życiu w pełni TU I TERAZ, a jest zupełnie odwrotnie!!
Prawo przyciągania namawia wręcz, zachęca właśnie do życia CAŁYM SOBĄ W TEJ KONKRETNEJ CHWILI i radowanie się nią!
Prawo przyciągania zachęca do bycia TU I TERAZ oraz do radosnego patrzenia w przyszłość – PO TO WŁAŚNIE ABYŚMY MOGLI CORAZ BARDZIEJ UDOSKONALAĆ SWOJE DOŚWIADCZENIE, ODKRYWAĆ SWOJĄ PRAWDZIWĄ ISTOTĘ ISTNIENIA I EMANOWAĆ TYM CO NAJPIĘKNIEJSZE – TERAZ.

Moim zdaniem zamknęłaś się na temat, nie rozumiejąc do końca cudu w jakim uczestniczysz.
Moim zdaniem potraktowałaś bardzo ważny temat jak ciekawostkę New Age, która jest sprzeczna z życiem.

A prawo przyciągania to nic innego jak głos nas samych, obrazujący nam to jaką częstotliwością energii posługujemy się w danych dziedzinach naszego życia.

Nie neguję, nie namawiam – WYJAŚNIAM i zachęcam do przemyśleń.

______________________________________________________
Elżbieta Maszke – prowadząca blog
Baczna obserwatorka życia, ciesząca się każdą chwilą, wyciągająca wnioski ze swoich poczynań.
Wciąż udoskonalająca swoje życie, pragnąca rozwoju
i intensywności doświadczeń.
Autorka 2 książek tj. Odwieczne Prawa Życia oraz Weź się w garść
Autorka kilku szkoleń on-line cieszących się dużym uznaniem :-)
______________________________________________________

Jak często każdego dnia, gdybyś miał zwerbalizować swój stan wewnętrzny, musiałbyś powiedzieć, „nie chcę być tu, gdzie jestem”?

Jak często każdego dnia, gdybyś miał zwerbalizować swój stan wewnętrzny, musiałbyś powiedzieć, „nie chcę być tu, gdzie jestem”? Co odczuwasz, kiedy nie chcesz być tam, gdzie jesteś – korek uliczny, praca, poczekalnia na lotnisku, ludzie, z którymi przebywasz?
Oczywiście prawdą jest, że z niektórych miejsc lepiej jest wyjść – i czasami tak należy zrobić. Jednak w wielu sytuacjach nie masz wyboru.
Wtedy „nie chcę tu być” jest nie tylko bezsensowne, ale także destrukcyjne.
Unieszczęśliwiasz wtedy siebie i innych- Zostało powiedziane: gdziekolwiek idziesz, tam jesteś.
Innymi słowy: jesteś tutaj. Zawsze. Czy tak trudno to zaakceptować?

Czy musisz nadawać nazwę wszystkiemu, co odbierasz przy pomocy zmysłów, każdemu doświadczeniu?

Czy musisz mieć reaktywną lubię/nie lubię relację z życiem, kiedy jesteś w prawie ciągłym konflikcie z sytuacjami i ludźmi? A może jest to tylko głęboko osadzony nawyk, który można przełamać? Nic nie musisz robić, pozwól tylko tej chwili być taką, jaka jest.

Zwyczajowe i reaktywne „nie” wzmacnia ego.
„Tak” osłabia je.
Twoja tożsamość osobowa, ego, nie jest w stanie przeżyć poddania.

„Mam tak dużo do zrobienia”. Tak, ale jaka jest jakość twojego robienia? Jadąc do pracy, rozmawiając z klientami, pracując przy komputerze, robiąc zakupy, załatwiając niezliczone sprawy, które tworzą twoje życie-na ile jesteś w pełni z tym, co robisz?
Czy robiąc jesteś ‘ stanie poddania, czy nie poddania?

Od tego właśnie zależy sukces w życiu, nie od włożonego wysiłku. Wysiłek oznacza stres i napięcie, potrzeba osiągnięcia czegoś w przyszłości lub realizacji określonego celu.
Czy potrafisz wykryć w sobie najdrobniejsze uczucie niechęci do tego, co robisz?

Ta niechęć jest zaprzeczeniem życia, a więc wynik nie może być pomyślny.

Jeżeli potrafisz je wykryć, to czy potrafisz je także odrzucić i być w pełni z tym, co robisz?

„Wykonywanie kolejno po jednej czynności”- tak mistrz określił istotę buddyzmu zen.

Wykonywać kolej no każdą czynność, znaczy być w pełni z tym, co robisz, poświęcić temu całą swoją uwagę.

Takie działanie zwiększa twoje możliwości i odbywa się w stanie poddania.

Akceptacja tego, co jeśli przenosi cię na głębszy poziom, gdzie stan twojego wnętrza, a także poczucie własnej osoby, nie zależą już od ocen umysłu – dobry, zły.
Kiedy powiesz „tak” temu, co życie przynosi, kiedy zaakceptujesz tę chwilę taką, jaka jest, poczujesz w sobie rodzaj przestrzeni, gdzie panuje głęboki spokój.

Na zewnątrz możesz nadal być szczęśliwy, kiedy świeci słońce i niezbyt szczęśliwy, kiedy pada: możesz być szczęśliwy wygrywając milion dolarów i nieszczęśliwy, kiedy stracisz cały swój majątek.
Jednak ani radość, ani smutek już nie sięgają zbyt głęboko.
Są zmarszczkami na powierzchni twojej Istoty.
Wewnętrzny spokój w tle pozostaje nieporuszony, niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz.

Owo „tak” dla tego, co jest – odkrywa wymiar głębi, który nie zależy ani od warunków zewnętrznych, ani od warunków wewnątrz, gdzie stale oscylują myśli i emocje.

E.Tolle „Cisza przemawia”

Korzystaj w pełni ze wszystkich swoich zmysłów, a będziesz żył pełnią, twoje życie będzie jak płomień; nie będzie przytępione, lecz rozpalone energią i witalnością. Nie trzymam z tymi, którzy uczą cię, jak zabijać zmysły.

Nie jestem przeciwny smakowi, ponieważ nie jestem przeciwny zmysłom.
Odczuwanie wszystkimi zmysłami oznacza bycie inteligentnym, oznacza życie pełnią.
Tak zwane religie usiłowały nas znieczulić, otępić.
One są przeciwko odczuwaniu smaku, wolałyby, aby język stracił zdolność smakowania. Tak właśnie się dzieje, kiedy jesteśmy chorzy – w gorączce język traci zdolność odczuwania smaku.
Kiedy jesteśmy zdrowi, język jest wrażliwy, pełen życia, pulsuje energią. Nie jestem przeciwny odczuwania smaku, jestem „za”. Jedz dobrze i smacznie.
To boskie odczucie.
W taki sam sposób patrz na piękno – ciesz się nim; w taki sam sposób słuchaj muzyki – niech dostarcza ci radości; w taki sam sposób dotykaj kamieni, liści, ludzi – czując ich ciepło, ich strukturę, i zachwycaj się.
Korzystaj w pełni ze wszystkich swoich zmysłów, a będziesz żył pełnią, twoje życie będzie jak płomień; nie będzie przytępione, lecz rozpalone energią i witalnością. Nie trzymam z tymi, którzy uczą cię, jak zabijać zmysły; oni są przeciwni ciału.

Natomiast jeżeli masz czasem odczucie, że potrzebujesz postu i przychodzi to w sposób naturalny, nie jako narzucona zasada, nie jako filozofia – powinieneś go stosować, nie poprzez narzuconą sobie dyscyplinę, ale jako twoją wewnętrzną potrzebę – to jest dobry znak.

Pamiętaj także o tym, że dzięki temu postowi, będziesz mógł za jakiś czas znów pozwolić sobie na ucztowanie.
Post jest jedynie sposobem, a nie celem samym w sobie, i można go stosować stosunkowo rzadko.
Zresztą, jeśli masz pełną świadomość tego, co wkładasz do ust, i jeśli to ci smakuje nigdy nie zjesz tego nazbyt dużo.

Pamiętaj, że ciało jest twoją świątynią, jest boskim darem. Jest tak piękne i delikatne, i wspaniałe, że zabijanie go byłoby aktem niewdzięczności Bogu. To właśnie Bóg obdarzył nas smakiem, sami sobie go nie stworzyliśmy. Bóg dał nam oczy i stworzył nasz świat bajeczne kolorowym. Niechaj trwa wspaniała harmonia między okiem i kolorami, harmonia między wszystkim, co zostało stworzone. Nie niszcz tego.

Słuchaj ciała. Nie jest twoim wrogiem.
Rób to, o co cię prosi, bo ma ono swoją mądrość.
Nie zakłócaj jego pracy, nie mędrkuj.

Właśnie z tego powodu nie proponuję nikomu żadnych diet, a tylko traktowanie ciała z uwagą.
Jedz w pełni świadomie, jakbyś medytował, a nigdy nie zjesz za dużo ani za mało.
Oba przypadki są ekstremalne i szkodliwe. Natura dąży do równowagi, do osiągnięcia pełnej harmonii, znajdowania się w samym środku.
Wszelkie stany ekstremalne są typowe dla neurotyków.

W związku zjedzeniem mamy dwie grupy neurotyków. Pierwsza z nich to tacy, którzy mają skłonność do obżerania się. Nie zwracają uwagi na wołanie ciała: „Stop! Nie jedz już więcej!” Jedzą nadal. To właśnie neurotycy.
Druga grupa to ci, którzy się głodzą. Ciało domaga się jedzenia, krzyczy: „Czuję straszny głód!”, a oni poszczą.
Obie grupy to neurotycy, przypadki patologiczne, które wymagają terapii, niekiedy leczenia szpitalnego. Zdrowa osoba zawsze zachowuje umiar.
Nie popada w skrajności, gdyż to powoduje napięcia i lęki. Kiedy zjesz za dużo i ciało jest przeciążone albo kiedy zjesz za mało i odczuwasz głód – pojawia się niepokój. Zdrowy człowiek dzięki własnemu wyczuciu wie, kiedy przestać. Tego nie uczą w żadnej szkole.

Gdybym powiedział ci, ile masz jeść, mogłoby to okazać się niebezpieczne, ponieważ byłoby uśrednione. Jedni są chudzi, inni grubi. Jeśli, zgodnie z ogólnymi wskazówkami, dostaną trzy chapali(Przaśny chlebek hinduski w kształcie placka (pizyp. tłum.) to niektórzy przejedzą się, a dla innych będzie to prawie tyle co nic.
Nie podaję sztywnych zasad, chciałbym obudzić waszą świadomość. Zwracaj uwagę na swoje ciało, jest ono wyjątkowe, unikalne.
Każdy ma inny rodzaj energii, inne zainteresowania. Jeden jest profesorem na uniwersytecie, jego ciało nie spala dużo energii. Nie potrzebuje on dużo jedzenia, ale musi jeść inne pokarmy niż pracownik fizyczny. Jakiś ogólny sposób żywienia dla wszystkich przyniósłby więcej szkody niż pożytku. Nie ma takiej uniwersalnej zasady.

George Bernard Shaw powiedział, że jest tylko jedna uniwersalna zasada: nie ma uniwersalnych zasad. Pamiętaj o tym – nie ma i nie może ich być, bo każdy z nas jest unikalny i nie stosują się do niego recepty innych.

Próbuję więc obudzić twoje wyczucie. Nie podaję praw, sposobów; proponuję, byś rozwijał w sobie wrażliwość. Dzisiaj możesz potrzebować więcej jedzenia niż wczoraj i nie jest to tylko kwestia różnic między tobą a innymi ludźmi. Każdy dzień różni się przecież od innego dnia. Być może przez cały dzień wypoczywałeś i nie potrzebujesz dużo zjeść. A może pracowałeś ciężko w ogrodzie i musisz zjeść więcej niż zazwyczaj? Zachowaj uwagę i słuchaj, co mówi twoje ciało. Żyj zgodnie z jego wskazówkami.
Ciało nie usiłuje niczego ci narzucać, ale także nie jest twoim niewolnikiem. Traktuj je jak przyjaciela – tak, zaprzyjaźnij się z nim. Ten, kto się obżera, i ten, kto narzuca sobie jakieś diety, mają jeden wspólny problem: obaj są głusi na sygnały ciała.

Potępianie kogoś za to, że je to, co mu smakuje, nie ma sensu. Jeśli język nie odczuwa przyjemności smakowania – to po co w ogóle jeść?
Jeśli patrzenie na piękne rzeczy byłoby grzechem dla oczu, to po co w ogóle patrzeć? Jeśli słuchanie miałoby być grzechem dla uszu, to dlaczego mielibyśmy słyszeć?
Nie zostałyby nam żadne doznania – nic tylko palnąć sobie w łeb!
We wszystko, co robisz, zaangażowane są twoje zmysły. Dzięki nim możesz czuć się połączony z życiem. Kiedy jesz coś z apetytem, Bóg w tobie czuje się zadowolony, a Bóg ukryty w tym, co jesz, ma poczucie, że go szanujesz.

Ale każdy znany ci mahatma (w sanskrycie mahatman oznacza „wielkoduszny”, „mądry”; przydomek Gandhiego, duchowego przywódcy hinduskiego ruchu wolnościowego (przyp. tłum.), każdy tak zwany guru uczył, jak macie sami siebie torturować.
W imię religii nauczał masochizmu: „Umartwiaj się. Im bardziej będziesz się umartwiać, rym więcej łask zdobędziesz u Boga.
Cierpienie uszlachetnia. Jeśli jesteś szczęśliwy, to popełniasz grzech. Szczęście jest grzechem, nieszczęście – cnotą”.
Oto cała ich logika.

Nie widzę w tym żadnego sensu.

Jest to absurd, czysta głupota.
Bóg jest szczęśliwy, jeśli więc chcesz się do niego zbliżyć, powinieneś przestroić się na bycie szczęśliwym, tak jak On. To jest właśnie sedno mojego nauczania: bądź szczęśliwy, tak jak Bóg, bo kiedy czujesz szczęście, dotrzymujesz kroku Bogu; kiedy jesteś nieszczęśliwy, zostajesz w tyle.
Niezadowoleni nie mogą być ludźmi religijnymi.

Na pytanie, co jest grzechem, jest tylko jedna odpowiedź: popełniasz grzech wtedy, gdy się umartwiasz. Odczuwając pełnię szczęścia, stajemy się świętymi. Niech twoja religia naucza, jak śpiewać i tańczyć, i czerpać radość z życia. Niech będzie religią pozytywną, mówiącą „tak” szczęściu, radości, poczuciu błogosławieństwa.

Odrzuć te odwieczne bzdury – one wykrzywiły całe poprzednie pokolenia, sprawiły, że ludzie czuli się brzydcy, niezadowoleni, nędzni.

Tamta filozofia jest wyznawana przez jednostki patologiczne, tych którzy chcą torturować samych siebie; daje im ona usprawiedliwienie.

Umartwianie samego siebie czy też torturowanie innych jest tak samo chore.

Ktoś, kto ma osobowość jak Adolf Hitler, torturuje innych; ktoś inny jest jak Mahatma Gandhi i torturuje samego siebie. Obaj jadą na tym samym wózku, chociaż odwróceni do siebie plecami.
Adolf Hitler czerpie radość z torturowania innych, Mahatma Gandhi z torturowania siebie – ale w obu przypadkach mamy do czynienia z przemocą.
Obaj czerpią zadowolenie z torturowania.

Darzymy szacunkiem osoby, które się umartwiają, ale czy to nie dlatego, że nie rozumiemy, co naprawdę się za tym kryje?
Adolf Hitler jest potępiony przez cały świat, ale Mahatma Gandhi jest uwielbiany przez cały świat. A ja nie mogę przestać się dziwić: jak to możliwe? Przecież oba przypadki są podobne.
Gandhi mówi: „Nie jedz niczego, co ci smakuje.
Delektowanie się smakiem nie jest dozwolone. Jedzenie ma być obowiązkiem, a nie przyjemnością. Jesz tylko po to, aby przeżyć”. Przyjemność jedzenia jest odrzucona, sprowadzona do roli obowiązku. „Nie jedz dla przyjemności.”
W taki sposób jedzą zwierzęta – właśnie po to jedynie, aby przetrwać. Chyba nie widzieliście nigdy, żeby zwierzę delektowało się jedzeniem? Nie urządzają też sobie przyjęć, zabaw, nie tańczą i nie śpiewają. Jedynie człowiek potrafi świętować, ucztować.
W innych sprawach Gandhi wypowiada się podobnie: „Uprawiajcie miłość jedynie w celu poczęcia dziecka. Niech miłość pełni jedynie funkcję prokreacji.
Jedz, aby przetrwać, kochaj się aby przedłużyć gatunek ludzki. Nie traktuj miłości jako przyjemności”. Tak przecież robią zwierzęta.
Czy widzieliście psa w trakcie zapładniania suczki? Widzieliście, jak bardzo się męczy? Jest to dla niego czysty obowiązek. Zmusza go do tego biologiczna potrzeba. A kiedy skończy – natychmiast odchodzi i zapomina.
Skończone, praca wykonana!

Jedynie człowiek traktuje akt miłosny jako coś radosnego.
Stawia to nas ponad zwierzętami – kochamy się, aby
czerpać z tego przyjemność, bo inspiruje to nas do pisania wierszy, zachwycania się muzyką, odczuwania piękna.
To właśnie dlatego uważam, że pigułka antykoncepcyjna stała się jednym z najbardziej rewolucyjnych wynalazków -zmieniła podejście do spraw miłości.
Dzięki pigułce można kochać się po prostu dla przyjemności.

Nie dlatego, że zmusza nas do tego potrzeba biologiczna i nie tylko wtedy, kiedy chcemy spłodzić potomstwo.
Miłość i seks są obecnie rozdzielone. Pigułka spowodowała rewolucję: seks to seks, a miłość to miłość.
Seks to biologia; miłość to muzyka dwóch dotykających się ciał, pochłoniętych sobą, zatraconych w sobie nawzajem, wchodzących w całkowicie nowy wymiar harmonii, rytmu… przeżywających orgazm.

Żadnych obaw, że zajdzie się w ciążę, ruchów czysto biologicznych, nic w tym rodzaju.
Akt połączenia ciał stał się piękny sam w sobie, nie musi być pożyteczny, nie musi czemuś służyć.
To podstawowa różnica. Praca musi być środkiem prowadzącym do jakiegoś celu.
Zabawa jest jednocześnie i celem, i sposobem osiągnięcia tego celu.

– Jedz ze smakiem -jesteś człowiekiem, istotą wyższą.
– Kochaj się, bo sprawia ci to radość.
– Słuchaj dla samej przyjemności słuchania, a uwolnisz się od ograniczających cię instynktów.

Nie jestem przeciwnikiem szczęścia; jestem jego zwolennikiem, hedonistą i mam wrażenie, że wszyscy wielcy, uduchowieni ludzie na całym świecie byli i są hedonistami.
Jeśli nie byli, to znaczy, że ich duchowość była udawana – a oni sami to po prostu psychopaci.

Szczęście jest podstawowym celem, źródłem, sednem wszystkiego.
Na miliony różnych sposobów Bóg doszukuje się szczęścia w tobie.
Pokaż, jak dużo jest go w tobie, i pozwól na jeszcze więcej.
Wtedy staniesz się religijny, a świątynie zamienią się w miejsca, gdzie się świętuje, kościoły przestaną być smutne i ponure, zimne jak grobowce. Będzie w nich śmiech, będą pieśni i tańce,
i radość.

Wszystko, co czyni nas szczęśliwymi, jest dobrem, a to, co czyni nas smutnymi, jest grzechem.
Esencja religii zawiera się w odczuwaniu radości. Oto właściwe kryterium.
Nie przedstawiam żadnych sztywnych zasad, bo wiem, jak działa umysł człowieka. Kiedy dostanie wskazówki, co robić, wprowadza je w życie, zapominając o świadomości. Toteż żadnych sztywnych zasad – stosując się do nich, nie będziesz się rozwijać.

Posłuchajcie kilku anegdot:
Benny wraca do domu i zastaje w kuchni mnóstwo potłuczonych naczyń.
– Co się stało? -pyta żonę.
– Chyba coś jest źle napisane w tej książce kucharskiej – wyjaśnia żona. – Mówią, że do odmierzania składników najlepiej używać starego kubka bez ucha, ale zanim udało mi się utrącić ucho jakiegoś kubka, potłukłam jedenaście.

Jeżeli książka kucharska tak mówi – trzeba wykonać. Ludzki umysł jest głupi – pamiętajcie. Jeśli podać mu zasady, będzie się ich trzymał.
Mafiosi mieli przyjść na spotkanie do szefa. A co szef powiedział, było święte. Zadzwonił dzwonek, służący podszedł do drzwi, uchylił je i rozpoznawszy gościa, wpuścił go do środka.
– Zostaw parasol przy drzwiach – poinstruował.
– Ale ja nie mam parasola – odparł gość.
– To wracaj po niego do domu. Szef powiedział, że każdy musi zostawić parasol przy drzwiach. Jeśli nie, to mam nie wpuszczać.

Mus to mus.
Po desperackim pościgu policjanci już mieli schwytać złodziei, którzy obrabowali bank, gdy nagle kierowca samochodu policyjnego skręcił do najbliższej stacji benzynowej i zadzwonił do swojego szefa.
– Złapaliście ich? – zapytał szef.
– Mieli farta – odpowiedział policjant. – Już prawie ich dopadliśmy, ale nagle zauważyłem, że przejechałem kolejne dziesięć tysięcy kilometrów, więc musiałem podjechać do stacji, żeby zmienić olej.

Co robić? Olej musi być wymieniany co dziesięć tysięcy kilometrów, a właśnie tyle przejechał. Najpierw trzeba zmienić olej.

Nigdy nie udzielam konkretnych rad, bo wiem, jak głupi potrafi być umysł.
Chcę żebyś poczuł, jaki kierunek jest dla ciebie właściwy. Bądź uważny i żyj świadomie.

Ja chcę jedynie zachęcić cię, byś poczuł smak bycia świadomym. To zmieni całe twoje życie. Nie chodzi o to, żeby coś ci narzucać, ale o to, by rozświetlić cię od środka.

Osho : Równowaga ciała i umysłu